STRONA GŁÓWNA / WYDARZENIA /30 MAJA 1922 R. - ZAJŚCIA W GLIWICACH
Uwaga! We wtorek, 2 marca br., wystawa stała w Domu Pamięci Żydów Górnośląskich będzie z powodów technicznych niedostępna dla zwiedzających. Przepraszamy za utrudnienia! *** Szanowni Państwo - Muzeum w Gliwicach jest już dostępne dla zwiedzających! Prosimy o zapoznanie się z Regulaminem zwiedzania obowiązującym ze względu na sytuację epidemiczną.
Tekst odezwy polskich i niemieckich związków zawodowych

Tekst odezwy polskich i niemieckich związków zawodowych

Mogiła wojenna w Szobiszowicach, gdzie spoczywają ojciec i syn Donnerowie, zamordowani w czerwcu 1922 r.

Mogiła wojenna w Szobiszowicach, gdzie spoczywają ojciec i syn Donnerowie, zamordowani w czerwcu 1922 r.

Ksiądz Karl Mathea, proboszcz szobiszowicki, który w 1922 r. uciekł do Polski (fot. domena publiczna)

Ksiądz Karl Mathea, proboszcz szobiszowicki, który w 1922 r. uciekł do Polski (fot. domena publiczna)

/

30 maja 1922 r. - zajścia w Gliwicach

TERMIN 29-31 maja 2020

30 maja 1922 r. w Gliwicach doszło do zajść, które tak relacjonowała prasa:

„Gliwice. Dalsze gwałty niemieckie"

"Zorganizowane bandy niemieckich stostrupllerów zupełnie planowo i systematycznie przeprowadzają dalej swą akcyę wypędzania z Gliwic robotników polskich. We wtorek przybyła banda składająca się z około 300 stostruplerów do głównych warsztatów Huldschinskiego, tzw. Oberleitung, czyli rurkowni. Już od godziny 7 rano gromadzili się stostruplerzy na ulicy Następcy tronu. Około wpół do 10 wpadli do przedsiębiorstwa. Do każdego oddziału wtargnęło 30-40 bandytów, uzbrojonych w kije i pałki gumowe, prócz tego w zabijaki o końcach ołowianych i poczęło wyszukiwać polskich robotników. Każdego więcej znanego Polaka powalili na ziemię i ubezwładniwszy go, bili w sposób barbarzyński. Wielu z owych napadniętych zalanych było krwią i traciło przytomność. Portyer także tym razem nie wypuszczał nikogo przez bramę. Nad mniej znanymi Polakami nie znęcali się stostuplerzy tak bardzo. Wypędzali ich jednak i grozili im na wypadek gdyby mieli wrócić do pracy.

Pewnego urzędnika Polaka wywieźli na taczce. W ten sposób wypędzono około 300 polskich robotników, pozbawiając ich pracy i możliwości zarobkowania. Polska Agencja Telegraficzna donosi, że bandy bojówek niemieckich w  dalszym ciągu dokonują napadów na robotnikach polskich. W nocy z wtorku na środę większa banda wpadła do fabryki drutu Hegenscheida i pobiła oraz wypędziła z fabryki polskich robotników z partyi nocnej. W środę przedpołudniem urządzono napady do zakładów fabrycznych Wellmana i Lange i do fabryki kotłów Majera, bijąc i tam Polaków i wypędzając ich z pracy”.

Te akty przemocy związane były z faktem przyznania tej części Śląska Niemcom. Władze i wojska alianckie szykowały się do przekazania obszaru i ewakuacji. Nastąpił dramatyczny czas rozliczeń i niemieckiej zemsty za upokorzenie, jakim był dla nich czas III powstania. W myśl hasła „Verräter verfallen der Feme”, nie było litości dla uznanych za zdrajców niemieckiej ojczyzny. Kobietom utrzymującym stosunki towarzyskie z Francuzami w najlepszym wypadku golono głowy, w najgorszym mordowano je. Ten sam los czekał tych, którzy agitowali za Polską. Mieli zginąć, jak dr W. Styczyński, a w najlepszym razie wynosić się do Polski (jak ksiądz Karol Mathea).  Do drastycznych scen i wydarzeń dochodziło na terenie całego powiatu, m.in. w Łabędach, Taciszowie, Wójtowej Wsi. W Dzierżnie polskie gospodarstwa zostały obrzucone granatami. W związku z dramatyczną sytuację i powtarzającymi się aktami terroru, jednoznaczny głos w tej sprawie zabrały polskie i niemieckie związki zawodowe, sprzeciwiające się w imię solidarności klasowej metodom stosowanym przez bojówki nacjonalistyczne. Podczas tych zajść, które wszystko wskazuje na to, miały charakter zsynchronizowany i działy się równocześnie we wszystkich miejscowościach i zakładach pracy powiatu gliwickiego, zarówno w dzień, jak i nocą, kiedy chodzono po mieszkaniach, mało że doszło do pobicia robotników, ale też i do morderstw. W Szobiszowicach np. zginał Jan Donner, ojciec 8 dzieci, a jego 17 letni syn August został postrzelony w brzuch i zmarł dwa dni później. Są pochowani w zbiorowej mogile przy ul. Św. Wojciecha.

Opracowanie: Zbigniew Gołasz, historyk Muzeum w Gliwicach

Ta strona używa plików cookies Dowiedz się więcej