Gliwicki Miesiąc Fotografii - Intymność. Emocje ukryte.
TERMIN
10 września -
22 listopada 2026
MIEJSCE
Willa Caro
Czytelnia Sztuki
Gliwicki Miesiąc Fotografii powraca!
Po latach przerwy Muzeum w Gliwicach wraca do idei Gliwickiego Miesiąca Fotografii – projektu, którego historia sięga 2003 roku. W tym roku zapraszamy Was na jego nową odsłonę, która połączy gliwicką tradycję fotograficzną ze współczesnymi artystycznymi językami i nowymi pokoleniami twórców.
10 września – 22 listopada 2026
Gliwice
Inauguracja: 10 września, godz. 17.00, Czytelnia Sztuki w Willi Caro
Tegoroczna edycja odbywa się pod hasłem „Intymność. Emocje ukryte”. Przez kilka tygodni fotografia będzie obecna nie tylko w przestrzeniach Muzeum, ale także w galeriach, instytucjach kultury i przestrzeni publicznej. Będzie dużo wystaw, spotkań i wydarzeń towarzyszących – tak, aby Gliwice naprawdę oddychały fotografią.
Szczególne miejsce w programie zajmie wystawa główna przygotowana przez dra Arkadiusza Golę – jednego z najważniejszych współczesnych fotografów związanych ze Śląskiem i Polską. W projekcie uczestniczą również zaproszeni przez niego młodzi twórcy: Paulina Bajorowicz, Michał Konrad, Katerina Kouzmitcheva i Katarzyna Ewa Żak.
Nieprzypadkowo wracamy z Gliwickim Miesiącem Fotografii właśnie teraz. W 2026 roku przypada 65. rocznica powstania Gliwickiego Towarzystwa Fotograficznego – środowiska, które odegrało ogromną rolę w historii polskiej fotografii. To właśnie z Gliwicami związani byli m.in. Zofia Rydet, Jerzy Lewczyński, Stanisław Jakubowski, Piotr Janik czy Adam Scheybal. Ich dziedzictwo staje się punktem wyjścia do rozmowy o tym, czym fotografia może być dzisiaj.
Chcemy, by tegoroczny Gliwicki Miesiąc Fotografii był spotkaniem pokoleń, historii i współczesności, ale przede wszystkim spotkaniem ludzi – artystów, odbiorców, instytucji, galerii i wszystkich, dla których fotografia jest ważnym sposobem opowiadania o świecie.
To dopiero początek. Wkrótce będziemy przedstawiać kolejnych partnerów, patronów medialnych, miejsca, wystawy i wydarzenia towarzyszące. Program będziemy odsłaniać stopniowo, dlatego warto być z nami!
Spotkać Człowieka. Teraz!
Muzeum w Gliwicach powraca po wielu latach do projektu, który na różnych poziomach opisu, prezentacji i interpretacji najnowszej fotografii odwołuje się do spuścizny Gliwickiego Towarzystwa Fotograficznego zawiązanego w 1961 roku (to już okrągła 65 rocznica!). Obecność tego, co w fotografii najnowsze i tego, co spod znaku GTF-u jest w tym projekcie więcej niż naturalna i pożądana. To dialog klasyków formowania i kreowania nowego wyrazu w fotografii (bo taką pozycję bez wątpienia zajmują giganci tego ruchu związani ze środowiskiem gliwickim), poprzez nowe kadry prowadzony dzisiaj z ich artystycznymi, ideowymi następcami.
Teza ta jest zasadna nie tylko z tego powodu, że współczesnej polskiej fotografii nie da się zrozumieć bez Zofii Rydet, Jerzego Lewczyńskiego, Stanisława Jakubowskiego, Piotra Janika, Adama Scheybala i kolejnych członków Towarzystwa, których tutaj pominę. Czynię tak nie z powodu ich mniej spektakularnych zasług, ale mając nadzieję, że będzie to zachętą do sięgnięcia po dokumentację tego środowiska i zobaczyć (czego przykładem m.in. najnowsza wystawa Zofii Rydet w gdańskim Muzeum Narodowym[1]), skalę jego dokonań. Gliwicki Miesiąc Fotografii w reaktywowanej formule będzie takim właśnie corocznym poszukiwaniem tropów, tematów, obrazowania, które wypracowane z górą sześćdziesiąt lat temu nic nie straciło na swojej artystycznej i humanistycznej atrakcyjności.
Zagadnienie wewnętrznego, osobistego charakteru fotografii, jej intymności wreszcie, antycypowała w jakimś stopniu poprzedzająca GMF wystawa Intymny portret artysty. Zdzisław Beksiński i jego najbliżsi w obiektywie Jerzego Lewczyńskiego. Otwarta 8 maja 2026 roku w Czytelni Sztuki w Willi Caro wystawa ta odważnie, bywa że bezceremonialnie, sięgnęła po prywatne obrazy codziennego życia Zdzisława Beksińskiego i jego rodziny, autorstwa przyjaciela i wybitnego fotografa Jerzego Lewczyńskiego. Zakreśla to interesująco (wystawa zamyka się 31 sierpnia 2026 roku) i symbolicznie wyznacza punkt wyjścia do projektu i tytułowego tematu Gliwickiego Miesiąca Fotografii.
Scenarzystą tego dyskursu w ramach tegorocznej edycji Miesiąca jest postać wyjątkowa − dr Arkadiusz Gola, jedna z najważniejszych postaci śląskiej i polskiej fotografii. Wykładowca Instytutu Twórczej Fotografii w Opawie, fotograf związany z Muzeum Górnictwa Węglowego w Zabrzu i długoletni fotoreporter Dziennika Zachodniego. Kurator wielu wystaw definiujących nowe obrazowanie pejzażu i osoby ludzkiej w kontekście współczesnego Górnego Śląska oraz współtwórca nowatorskich projektów z pogranicza artystyczno-społecznego, takich jak wystawa i projekt realizowany wspólnie ze Zbigniewem Rokitą, Życia nigdy dosyć z 2024 roku.
Arkadiusz Gola zgodził się na przygotowanie programowej wystawy GMF-u, która obejmie pola zainteresowań obecnej edycji Miesiąca. Jestem mu za to głęboko wdzięczny, mając w pamięci naszą owocną współpracę na dotychczasowych etapach naszych zawodowych dróg, kolejno w: Katowicach, Bytomiu i Ostrawie. Jego rola wykracza jednak poza projekt własny. Jest bowiem nie tylko autorem i kuratorem wystawy Pokolenie teraz wprowadzającej nas do tegorocznej edycji Gliwickiego Miesiąca Fotografii, ale też podjął się – na moją prośbę – roli gospodarza czterech wystaw towarzyszących jego wystawie i będących jej integralną częścią. Zaprosił do współudziału w projekcie czwórkę fotografików. Są to: Paulina Bajorowicz, Michał Konrad, Katerina Kouzmitcheva i Katarzyna Ewa Żak.
Jak zauważyłem, reaktywowany po przerwie i w tym sensie nowy, Gliwicki Miesiąc Fotografii, zaczynamy od podjęcia ważnego dziś tematu sformułowanego jako Intymność. Emocje ukryte. Zważywszy na współczesną kondycję społeczeństw, to z każdego powodu zasadne artystycznie i intelektualnie zadanie. Jest istotnym pytaniem o nadwyrężoną zmianami cywilizacyjnymi (w tym technologicznymi) kondycję człowieka; zagubionego, skrywającego swoje emocje. Z drugiej strony pozbawianego zdolności do rozpoznawania swoich uczuć, okradanego z intymności, której broni i którą… często nieświadomie wystawia na sprzedaż. W diagnozę tę wpisuje się jedna z fotografek obecnych na wystawie, Katarzyna Ewa Żak. W opisie do swego cyklu Entropia obecności zauważa − „To, co widzialne, miesza się̨ z tym, co przeczuwalne. Cierpienie nie zawsze zostawia ślady − czasem jest tylko przesunięciem oddechu”.
Epoka pozornie tak sprzyjająca Zapisowi socjologicznemu, by odnieść się do ideowego i artystycznego kanonu opisu tego, co fotografię i relacje w jej obrębie konstruuje, można odnieść do słów Kateriny Kouzmitchevej, gdy pyta − „(…) co tak naprawdę znaczy spotkać drugiego człowieka (…)”. Katerina Kouzmitcheva z rozbrajającą szczerością zauważa w komentarzu do swojego cyklu Butter melts at 36,6 – „W epoce nieustannej widzialności i cyfrowej wymiany autentyczne momenty emocjonalnej obecności stały się rzadkością”. Dopytać by należało (zadając to pytanie sobie i autorce), czy ową obecność i relacje z intymnością innych fotografia wyłącznie rejestruje czy ją kreuje? Pokaże ją prawdziwą, jak chciałaby Katerina Kouzmitcheva, czy jedynie wygeneruje jej światłoczułe, ale nieosobiste fantomy?
Wiele z fotografii na wystawie przynosi zarówno autorom, jak i nam deziluzję spójności podmiotowości współczesnego „ja” w fotografii. Uświadamia raczej poczucie osamotnienia i alienacji. Michał Konrad w prezentowanym cyklu Rzeka, wydaje się zauważać, iż upodabniamy się do miejsc w którym żyjemy, miejsc które na czas jakiś kreujemy, oswajamy, nadajemy cechy własne, nawet jeśli obrazy te (zdarzeń, obiektów, osób) nas naznaczają czy, jak u Michała Konrada, niemal dosłownie rozjeżdżają, zostawiając swój ślad na naszym indywidualnym istnieniu.
Intymność doświadczenia śmierci, rozstania definitywnego (autorka od razu zdaje się dodawać, czy na pewno?), to temat innego cyklu autorstwa Pauliny Bajorowicz Tato, pa!. Jej zdjęcia, obrazy fotograficzne i nie bez powodu martwe natury, to zaglądanie w porządki świata, które emocjonalnie, ale też rytualnie – nas definiują. Towarzyszy temu niezmiernie osobiste, dla każdego kto doświadczył śmierci osoby bliskiej, wyznanie – „(…) Nikt nie odchodzi tak naprawdę(…)”. Zostają ślady, replikują się, układają w obrazy, którym nadajemy symbolikę i osobistą głębię. Intymność i jej zachowanie, utrwalenie relacji (także tych definitywnie przerwanych z perspektywy biologii) zależy od nas. Jest do ocalenia. To wzrusza i daje (jeśli tego chcemy) nadzieję.
Wystawa Arkadiusza Goli i prezentowany u nas premierowo cykl Pokolenie teraz jest inną opowieścią o potrzebie budowania relacji, intymności dzielonej, a jak trzeba pilnie strzeżonej przez Pokolenie Z i Alfa (czy może właśnie nienazwane pokolenie późnych nastolatków i wczesnych dwudziestolatków). Jest inną wystawą, z czego egoistycznie się cieszę, bo pozostającą w estetyce fotografii do jakiej przyzwyczaił mnie Arkadiusz Gola i nie chciałbym się z nią rozstawać. Wrażliwej obserwacji, łagodnej ironii i poszukiwania obrazów wymownych w sposób nieoczywisty. Takiej oto, gdy para obściskująca się i dzieląca swoją intymnością, robi to w sąsiedztwie siedzących obok siebie dwójki „OHP-ców”, bo to w ich środowisku Gola poszukuje tego, co dzisiaj intymne, szczególne lub też walor intymności bezpowrotnie straciło.
On i pozostali autorzy reprezentowani na wystawie dają portretowanym (ilekroć pojawi się w kadrze postać ludzka) szansę na zachowanie pamięci o nich; podmiotowości, rysu osobistego. W sumie na końcu tego procesu nieważne jest to, czy podmiotowości kreowanej przez bohaterów zdjęć czy „ukradzionej”, przywłaszczonej refleksem fotografa lub fotografki, gdy uznali, że kadr poprowadzony w ten sposób coś nam o nich i o nas samych opowie. Intymność ocalona, jak kiedyś, gdy w rzemieślniczym atelier fotograficznym dziewiętnastego wieku, po wielominutowym pozowaniu powstawało zdjęcie. Na nim zaś zapis tego, co fotografowani przynieśli ze sobą i chcieli by przetrwało lub… przysłowiowa pustka w oczach, bo niczego nie chcieli opowiedzieć nieznajomemu, a może to fotograf przegapił właściwy moment ich (współdzielonej) intymności…
Wszystkim uczestnikom tego projektu gorąco dziękuję za udział w Gliwickim Miesiącu Fotografii, szczególne podziękowania kieruję na ręce dra Arkadiusza Goli i kuratorki GMF dr Leny Achtelik, realizującej projekt we współpracy z Małgorzatą Cebulską, Tomaszem Kokottem i Marią Franecką.
Leszek Jodliński
[1] Por Zofia Rydet. Świat uczuć i wyobraźni. Link: https://www.mng.gda.pl/wystawy/zofia-rydet-swiat-uczuc-i-wyobrazni/ (pobranie 12.08.2026). Wystawa potrwa do 27 września 2026 roku.
Muzeum w Gliwicach powraca po wielu latach do projektu, który na różnych poziomach opisu, prezentacji i interpretacji najnowszej fotografii odwołuje się do spuścizny Gliwickiego Towarzystwa Fotograficznego zawiązanego w 1961 roku (to już okrągła 65 rocznica!). Obecność tego, co w fotografii najnowsze i tego, co spod znaku GTF-u jest w tym projekcie więcej niż naturalna i pożądana. To dialog klasyków formowania i kreowania nowego wyrazu w fotografii (bo taką pozycję bez wątpienia zajmują giganci tego ruchu związani ze środowiskiem gliwickim), poprzez nowe kadry prowadzony dzisiaj z ich artystycznymi, ideowymi następcami.
Teza ta jest zasadna nie tylko z tego powodu, że współczesnej polskiej fotografii nie da się zrozumieć bez Zofii Rydet, Jerzego Lewczyńskiego, Stanisława Jakubowskiego, Piotra Janika, Adama Scheybala i kolejnych członków Towarzystwa, których tutaj pominę. Czynię tak nie z powodu ich mniej spektakularnych zasług, ale mając nadzieję, że będzie to zachętą do sięgnięcia po dokumentację tego środowiska i zobaczyć (czego przykładem m.in. najnowsza wystawa Zofii Rydet w gdańskim Muzeum Narodowym[1]), skalę jego dokonań. Gliwicki Miesiąc Fotografii w reaktywowanej formule będzie takim właśnie corocznym poszukiwaniem tropów, tematów, obrazowania, które wypracowane z górą sześćdziesiąt lat temu nic nie straciło na swojej artystycznej i humanistycznej atrakcyjności.
Zagadnienie wewnętrznego, osobistego charakteru fotografii, jej intymności wreszcie, antycypowała w jakimś stopniu poprzedzająca GMF wystawa Intymny portret artysty. Zdzisław Beksiński i jego najbliżsi w obiektywie Jerzego Lewczyńskiego. Otwarta 8 maja 2026 roku w Czytelni Sztuki w Willi Caro wystawa ta odważnie, bywa że bezceremonialnie, sięgnęła po prywatne obrazy codziennego życia Zdzisława Beksińskiego i jego rodziny, autorstwa przyjaciela i wybitnego fotografa Jerzego Lewczyńskiego. Zakreśla to interesująco (wystawa zamyka się 31 sierpnia 2026 roku) i symbolicznie wyznacza punkt wyjścia do projektu i tytułowego tematu Gliwickiego Miesiąca Fotografii.
Scenarzystą tego dyskursu w ramach tegorocznej edycji Miesiąca jest postać wyjątkowa − dr Arkadiusz Gola, jedna z najważniejszych postaci śląskiej i polskiej fotografii. Wykładowca Instytutu Twórczej Fotografii w Opawie, fotograf związany z Muzeum Górnictwa Węglowego w Zabrzu i długoletni fotoreporter Dziennika Zachodniego. Kurator wielu wystaw definiujących nowe obrazowanie pejzażu i osoby ludzkiej w kontekście współczesnego Górnego Śląska oraz współtwórca nowatorskich projektów z pogranicza artystyczno-społecznego, takich jak wystawa i projekt realizowany wspólnie ze Zbigniewem Rokitą, Życia nigdy dosyć z 2024 roku.
Arkadiusz Gola zgodził się na przygotowanie programowej wystawy GMF-u, która obejmie pola zainteresowań obecnej edycji Miesiąca. Jestem mu za to głęboko wdzięczny, mając w pamięci naszą owocną współpracę na dotychczasowych etapach naszych zawodowych dróg, kolejno w: Katowicach, Bytomiu i Ostrawie. Jego rola wykracza jednak poza projekt własny. Jest bowiem nie tylko autorem i kuratorem wystawy Pokolenie teraz wprowadzającej nas do tegorocznej edycji Gliwickiego Miesiąca Fotografii, ale też podjął się – na moją prośbę – roli gospodarza czterech wystaw towarzyszących jego wystawie i będących jej integralną częścią. Zaprosił do współudziału w projekcie czwórkę fotografików. Są to: Paulina Bajorowicz, Michał Konrad, Katerina Kouzmitcheva i Katarzyna Ewa Żak.
Jak zauważyłem, reaktywowany po przerwie i w tym sensie nowy, Gliwicki Miesiąc Fotografii, zaczynamy od podjęcia ważnego dziś tematu sformułowanego jako Intymność. Emocje ukryte. Zważywszy na współczesną kondycję społeczeństw, to z każdego powodu zasadne artystycznie i intelektualnie zadanie. Jest istotnym pytaniem o nadwyrężoną zmianami cywilizacyjnymi (w tym technologicznymi) kondycję człowieka; zagubionego, skrywającego swoje emocje. Z drugiej strony pozbawianego zdolności do rozpoznawania swoich uczuć, okradanego z intymności, której broni i którą… często nieświadomie wystawia na sprzedaż. W diagnozę tę wpisuje się jedna z fotografek obecnych na wystawie, Katarzyna Ewa Żak. W opisie do swego cyklu Entropia obecności zauważa − „To, co widzialne, miesza się̨ z tym, co przeczuwalne. Cierpienie nie zawsze zostawia ślady − czasem jest tylko przesunięciem oddechu”.
Epoka pozornie tak sprzyjająca Zapisowi socjologicznemu, by odnieść się do ideowego i artystycznego kanonu opisu tego, co fotografię i relacje w jej obrębie konstruuje, można odnieść do słów Kateriny Kouzmitchevej, gdy pyta − „(…) co tak naprawdę znaczy spotkać drugiego człowieka (…)”. Katerina Kouzmitcheva z rozbrajającą szczerością zauważa w komentarzu do swojego cyklu Butter melts at 36,6 – „W epoce nieustannej widzialności i cyfrowej wymiany autentyczne momenty emocjonalnej obecności stały się rzadkością”. Dopytać by należało (zadając to pytanie sobie i autorce), czy ową obecność i relacje z intymnością innych fotografia wyłącznie rejestruje czy ją kreuje? Pokaże ją prawdziwą, jak chciałaby Katerina Kouzmitcheva, czy jedynie wygeneruje jej światłoczułe, ale nieosobiste fantomy?
Wiele z fotografii na wystawie przynosi zarówno autorom, jak i nam deziluzję spójności podmiotowości współczesnego „ja” w fotografii. Uświadamia raczej poczucie osamotnienia i alienacji. Michał Konrad w prezentowanym cyklu Rzeka, wydaje się zauważać, iż upodabniamy się do miejsc w którym żyjemy, miejsc które na czas jakiś kreujemy, oswajamy, nadajemy cechy własne, nawet jeśli obrazy te (zdarzeń, obiektów, osób) nas naznaczają czy, jak u Michała Konrada, niemal dosłownie rozjeżdżają, zostawiając swój ślad na naszym indywidualnym istnieniu.
Intymność doświadczenia śmierci, rozstania definitywnego (autorka od razu zdaje się dodawać, czy na pewno?), to temat innego cyklu autorstwa Pauliny Bajorowicz Tato, pa!. Jej zdjęcia, obrazy fotograficzne i nie bez powodu martwe natury, to zaglądanie w porządki świata, które emocjonalnie, ale też rytualnie – nas definiują. Towarzyszy temu niezmiernie osobiste, dla każdego kto doświadczył śmierci osoby bliskiej, wyznanie – „(…) Nikt nie odchodzi tak naprawdę(…)”. Zostają ślady, replikują się, układają w obrazy, którym nadajemy symbolikę i osobistą głębię. Intymność i jej zachowanie, utrwalenie relacji (także tych definitywnie przerwanych z perspektywy biologii) zależy od nas. Jest do ocalenia. To wzrusza i daje (jeśli tego chcemy) nadzieję.
Wystawa Arkadiusza Goli i prezentowany u nas premierowo cykl Pokolenie teraz jest inną opowieścią o potrzebie budowania relacji, intymności dzielonej, a jak trzeba pilnie strzeżonej przez Pokolenie Z i Alfa (czy może właśnie nienazwane pokolenie późnych nastolatków i wczesnych dwudziestolatków). Jest inną wystawą, z czego egoistycznie się cieszę, bo pozostającą w estetyce fotografii do jakiej przyzwyczaił mnie Arkadiusz Gola i nie chciałbym się z nią rozstawać. Wrażliwej obserwacji, łagodnej ironii i poszukiwania obrazów wymownych w sposób nieoczywisty. Takiej oto, gdy para obściskująca się i dzieląca swoją intymnością, robi to w sąsiedztwie siedzących obok siebie dwójki „OHP-ców”, bo to w ich środowisku Gola poszukuje tego, co dzisiaj intymne, szczególne lub też walor intymności bezpowrotnie straciło.
On i pozostali autorzy reprezentowani na wystawie dają portretowanym (ilekroć pojawi się w kadrze postać ludzka) szansę na zachowanie pamięci o nich; podmiotowości, rysu osobistego. W sumie na końcu tego procesu nieważne jest to, czy podmiotowości kreowanej przez bohaterów zdjęć czy „ukradzionej”, przywłaszczonej refleksem fotografa lub fotografki, gdy uznali, że kadr poprowadzony w ten sposób coś nam o nich i o nas samych opowie. Intymność ocalona, jak kiedyś, gdy w rzemieślniczym atelier fotograficznym dziewiętnastego wieku, po wielominutowym pozowaniu powstawało zdjęcie. Na nim zaś zapis tego, co fotografowani przynieśli ze sobą i chcieli by przetrwało lub… przysłowiowa pustka w oczach, bo niczego nie chcieli opowiedzieć nieznajomemu, a może to fotograf przegapił właściwy moment ich (współdzielonej) intymności…
Wszystkim uczestnikom tego projektu gorąco dziękuję za udział w Gliwickim Miesiącu Fotografii, szczególne podziękowania kieruję na ręce dra Arkadiusza Goli i kuratorki GMF dr Leny Achtelik, realizującej projekt we współpracy z Małgorzatą Cebulską, Tomaszem Kokottem i Marią Franecką.
Leszek Jodliński
[1] Por Zofia Rydet. Świat uczuć i wyobraźni. Link: https://www.mng.gda.pl/wystawy/zofia-rydet-swiat-uczuc-i-wyobrazni/ (pobranie 12.08.2026). Wystawa potrwa do 27 września 2026 roku.