Dagmara Wójcik, Muzeum w Gliwicach

 

Z ula na salony

O wystawie „Artyści École de Paris” pisze Małgorzata Lichecka

„Nowiny Gliwickie”, nr 28 / 13 lipca 2011.

Szkoła paryska choć jej najlepszy czas  przypada na lata  międzywojnia, dziś wraca i to w wielkim stylu na salony. Muzeum w Gliwicach  prezentuje ponad czterdzieści  akwareli, miedziorytów, rysunków piórkiem artystów związanych z Ecole de Paris. Niezrównana kreska Meli Muter, eksperymenty kolorystyczne Louis Marcoussisa, czyli Ludwika Kazimierza Markusa i jego żony Aliny Halickiej, galeria postaci portretowanych – pisarzy, tancerzy, malarzy i fantastyczna atmosfera  dwudziestowiecznego Paryża.     

Wystawę otwiera obraz „Ostatnie śniegi” Gustawa Gwozdeckiego namalowany w 1905 roku, uważany za początek „Szkoły paryskiej”  zaś  „Portret Julesa Pascina”  Leopolda Gottlieba definiuje  nurt jako ten, w którym niekwestionowane miejsce zajmuje indywidualne i emocjonalne,  w mieście uważanym za duszę Europy – w Paryżu.

Nazwą École de Paris  po raz pierwszy posłużył się w 1925 r. krytyk sztuki, pisarz i malarz André Warnod, określając tak przebywających w Paryżu artystów obcokrajowców.  – Dziś pojęcie École de Paris, choć nie do końca zdefiniowane, zawęziło się i określa grupę artystów obcego pochodzenia, związanych z dzielnicą Montparnasse około lat 1905-1939, przybyłych do Paryża w dużej mierze z Europy Środkowej. Większość z nich legitymowała się pochodzeniem żydowskim – wyjaśnia  Dagmara Wójcik, współkuratorka  wystawy w gliwickim muzeum, na którą złożyły się prace ze zbiorów Muzeum Uniwersyteckiego w Toruniu. Dodajmy niezbyt zamożnych, którzy już po przyjeździe do Paryża dostawali od znajomych namiary na miejsca, gdzie mogą znaleźć kąt. Za początek tworzenia się École przyjmuje się przyjazd do Paryża w roku 1905 Julesa Pascina, który stał się animatorem życia towarzyskiego dzielnicy Montparnasse, zamieszkanej przez najbiedniejszych nowo przybyłych artystów. Symbolem dzielnicy stał się tzw. La Ruche (z fr. ul) – ośmiokątny, trzypiętrowy budynek przykryty dachem w kształcie chińskiego kapelusza, zaprojektowany przez Gustave?a Eiffela. Po wystawie światowej w 1900 r. został rozebrany i w częściach przeniesiony na Pasaż Gdański (Passage de Danzig). Dzięki staraniom rzeźbiarza Alfreda Bouchera (1850-1934) zamieniono go na pracownie dla artystów.  – Niekomfortowych, z niskim czynszem i możliwością spokojnej pracy. Adres  ula  wciąż krążył wśród przybyszów z Europy Wschodniej, podawany z ust do ust, a w listach docierał do odległego Wilna czy Lwowa – Wójcik  dodaje, że o bywalcach ula mówiono, iż mieszkają w trumnach. Było tam 140 pracowni wykrojonych koncentrycznie na planie trójkąta. Warunki wręcz spartańskie –   na 140 pracowni  tylko jeden kranik,  żadnego ogrzewania.  Zimą więc  ul wyglądał   jak dymiący kopiec.   

W 1919 roku Leopold Zborowski, z pochodzenia lwowianin, z zawodu marszand sztuki, prywatnie – przyjaciel wielu twórców, którzy do Paryża przyjechali ze Wschodu, zorganizował pierwszą wystawę  szkoły paryskiej. Działając na polecenie dwóch angielskich arystokratów, Sacheverella i Osberta Sitwellów, w pierwotnym zamyśle  pokazać miał prace Modiglianiego i Picassa.  – Wykorzystując jednak swoje pełnomocnictwo Zborowski zawiesił w Galery Hill  dodatkowo prace Alicji Halickiej, Mojżesza Kislinga, Louisa Marcoussisa i Jana Wacława Zawadowskiego, nierozerwalnie łącząc ich z nurtem Szkoły paryskiej. Nurtem, który pochłaniał, niósł ze sobą i spalał wyjątkowe osobowości sceny, malarstwa, rzeźby, literatury i teatru. Pośród tych, których los skrzyżował się z przedstawicielami École znalazła się kontrowersyjna pisarka francuska Sidonie-Gabrielle Colette, autorka literatury odważnej obyczajowo, w swych tekstach przekraczająca konwenanse, odkrywająca świat zadymionych palarni opium i sypialni paryskich „Don Juanów” – opowiada Wójcik.                                 

Środowisko École de Paris nie tworzyło zamkniętego kręgu ani nie było grupą artystyczną. Artyści byli ze sobą nieformalnie powiązani miejscem zamieszkania, studiów, spotkań, wspólnymi wystawami i marszandami. Byli wśród nich reprezentanci różnych stylów: kubiści, ekspresjoniści, a także malarze, u których dopatrzymy się wpływu fowizmu.  Wójcik tłumaczy, że łączyło ich odejście od akademizmu i otwartość na nowe prądy artystyczne. – Inspirowali się twórczością postimpresjonistów, zwłaszcza Cézanne’a i van Gogha. W twórczości malarzy, m.in. Zaka (okładka), Kislinga i Adlera, przeważał typ lirycznego, melancholijnego portretu oraz stylizacja polegająca na przetwarzaniu i łączeniu rozmaitych konwencji artystycznych: malarstwa włoskiego quattrocenta z francuskim klasycyzmem, ekspresyjnej sztuki młodego Picassa, symbolicznych obrazów Puvisa de Chavanne’a i Maurice’a Denisa – dodaje.  

Na wystawie w Willi Caro warto zwrócić uwagę na prace Louisa Marcoussisa i jego żony Alicji Halickiej, obydwa w duchu kubizmu, zestawione nieprzypadkowo a ukazujące radość kolorów w obrazach Marcoussisa i mroczne klimaty w malarstwie jego żony, wspaniale widoczne na autoportrecie.  – Artyści pochodzący z Polski przyjaźnili się i inspirowali twórczością malarzy współczesnych, m.in. Soutina, Picassa i Modiglianiego. Ich zażyłość towarzyską dokumentują pozostawione portrety przyjaciół: Leopold Gottlieb wykonał portret Pascinowi, Kramsztyk uwiecznił Gottlieba, Zaka i Kislinga. Mela Muter sportretowała m.in. Kramsztyka, Riverę i rzeźbiarkę Chanę Orloff , zaś Alicja Halicka namalowała marszanda Zborowskiego  – odkrywcę Amadea Modiglianiego – Wójcik nie kryje fascynacji  Melą  Muter. Mówi o niej „artystka niesamowita”. Patrząc na „Szkic głowy kobiecej” z 1913 roku  wydawałaby się, że  zastosowane przez Muter obrysowywanie konturem  to typowo dziecięce malowanie.  O ile jednak dzieci robią to po dziecięcemu, o tyle u Muter to najwyższa maestria: obrysować konturem tak, by wyglądało to naturalnie i sugestywnie.  – Traktowała malarstwo mało dogmatycznie, zamalowując obrazy  po oby stronach Wynikało to po pierwsze z tego, że wychodząc na plenery nie obciążano bagaży, po drugie, w ten sposób oszczędzano, gdyż wiele osób należących do Ecole klepało biedę. Niezwykle sugestywnie sportretował Melę Muter Nawrocki, pokazując styl kobiety z początku XX wieku – Wójcik pokazuje obraz Nawrockiego. Artystka była mistrzynią grafiki, widać to w akwarelach, gdzie  ledwie  kilka kresek tworzy małe  miasteczko z dominantą kościoła na horyzoncie.

Mit cyganerii artystycznej  otaczający  przedstawicieli Szkoły paryskiej, spowodował, że stali się oni bohaterami wielu powieści i filmów. Z czasami École nierozerwalnie kojarzą się też piękne kobiety skandalistki: Kiki – królowa Montparnasse’u, modelka i aktorka kabaretowa czy Colette – pisarka i aktorka, autorka cyklu obyczajowego o Klaudynie.

Krach na Wall Street w 1929 r. wyznacza początek końca prosperity Szkoły paryskiej. Po dojściu do władzy Hitlera wielu krytyków we Francji opowiedziało się przeciwko obecności twórców pochodzenia żydowskiego na rynku sztuki. Wybuch II wojny światowej zakończył istnienie środowiska École de Paris, którego tylko nieliczni przedstawiciele pozostali w Paryżu.

Wójcik: – Kolekcja prac artystów Szkoły paryskiej w zbiorach Muzeum Uniwersyteckiego w Toruniu, zgromadzona w ciągu zaledwie sześciu ostatnich lat, należy do największych w kraju. Stanowi część blisko dziesięciotysięcznego zespołu muzealiów, wśród których najobszerniejszy jest zbiór prac artystów polskich działających na emigracji.

Wystawę „Artyści École  de Paris„, można oglądać w Willi Caro do 31 lipca 2011.

Zobacz film z wystawy.